wtorek, 24 stycznia 2017

Wejście w nowe, czyli o tym jak się nie udusić




Znacie to uczucie, że "człowiek czasami musi, inaczej się udusi"?
Po prostu trzeba zrobić coś zupełnie innego, żeby poczuć, powietrze w płucach, doświadczyć, że żyjemy,a nie tylko oddychamy?
Uwielbiam ten moment, kiedy rusza maszyna zmian i poszczególne trybiki współgrają ze sobą idealnie, jak zębatki w mechanizmie zegara.
Tak było i tym razem. Kiedy już zaintrygowała mnie tematyka mikropigmentacji skóry głowy, kiedy zobaczyłam na własne oczy, a na głowie Macieja, efekty zabiegu, kiedy już wiedziałam, że poznanie tajnik mikropigmentacji to nie kwestia odpowiedzi czy chcę, ale kiedy będzie to możliwe, umówiłam się na przyjacielskie pogaduszki z Judytą :). I jak się trafnie domyślacie rozmowa zupełnie nie dotyczyła zdrowego odżywiania, a bardziej tematów "gdzie nas w życiu gna".
Przy kolejnej filiżance herbaty,okazało się, że Judyta też miała wrażenia, że jeżeli nie podejmie "jakiejś" decyzji, nie spróbuje czegoś nowego to "się udusi".
I tak od  słowa do słowa, coraz bardziej wiedziałam, że koniecznie muszę opowiedzieć o mojej nowej fascynacji. A moja intuicja podpowiadała mi, że na opowiadaniu się nie skończy...
Judyta od wielu lat wykonuje zawód architekta. Wymagający to zawód, dla kobiety szczególnie. Z jednej strony strefa estetyki, harmonii, z drugiej strony twarde negocjacje, trudne rozmowy, nieustannie załączona czujność, walka z czasem. Wiele lat współpracy z różnymi ludźmi, podróżowania, czasami po 800 km dziennie , spiesząc się, żeby dać synkowi buziaka na dobranoc, kierowanie zespołem ludzi, setki godzin rozmów, podczas, których rozmówca musiał zrozumieć fakt, iż rozmawia z profesjonalistą, twardym negocjatorem, ukrytym w osobie eleganckiej kobiety. To wszystko nałożone na siebie, w dużym nasileniu, w dłuższym okresie czasu sprawiło, że moja przyjaciółka, pomimo, że praca architekta, daje jej poczucie ogromnej satysfakcji i spełnienia, potrzebowała dla przeciwwagi, funkcjonowania w środowisku bardziej przyjaznym, może życzliwszym, zapewne spokojniejszym. 
Szkolenie z mikropigmentacji miało zacząć się lada moment.Nie musiałam długo namawiać Judyty na wejście w nowe, nieznane, odmienne. Zaczęła się wspólna przygoda.
Kiedy rozmawiam z Judytą, teraz, kiedy wspólne podjęłyśmy wyzwanie stworzenia innowacyjnego projektu i pytam co najbardziej przekonało ją do wejścia na tę zupełnie odmienną drogę, za każdym razem słyszę odpowiedź: natychmiastowy efekt, po podjęciu działania i gwarantowana skuteczność.
Lubię słuchać opowieści Judyty o naszych pacjentach. Kiedy widzę radość i pasję z jaką relacjonuje konsultacje i zabiegi. Opowiada o tym jak pacjent, czasami zamknięty w sobie, podczas rozmowy nabiera zaufania, zaczyna mieć nadzieję, że naprawdę można zlikwidować przyczynę jego - nie zawaham się użyć tu dość mocnego słowa - kompleksów.
Judyta śmieje się, że mikropigmentacja uczy cierpliwości. Zarówno pacjenta, jak i linergisty wykonującego zabieg. To wiele minut spędzonych w gabinecie, ale dających dużą satysfakcję obu stronom. Świat gabinetu, malutkiej igły i pigmentu wprowadzanego pod naskórek to świat, gdzie dystans między człowiekiem a człowiekiem siłą rzeczy zostaje skrócony, pojawia się empatia i otwarcie na drugą osobę. To takie różne od świata wielkich inwestycji budowlanych, różne, ale wcale nie łatwiejsze.

Człowiek może podjąć różne trudne działania, sprostać wielu zadaniom, włożyć duży wysiłek w pracę, jednak, warunkiem, żeby zrobił to z zaangażowaniem jest poczucie sensu.
Praca polegająca na wykonywaniu zabiegów mikropigmentacji skóry głowy ma sens. Dlaczego?
Ponieważ po zabiegu widzimy błysk w  oczach pacjenta, czasami wykrzyknięte, a czasem wymalowane na twarzy WOW. 
Nie muszę pytać Judyty czy jej decyzja podjęcia nowego wyzwania była dobra. Widzę to za każdym razem w jej oczach i uśmiechu kiedy pomoże kolejnemu pacjentowi osiągnąć nową jakość życia, poprzez pozbycie się łysiny.
Pasja rodzi profesjonalizm, profesjonalizm daje wysoką jakość. Dobrze odnajdywać pasję w swojej pracy :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza