piątek, 22 września 2017

Mikropigmentacja nie zatrzymuje procesu łysienia. Jak przechytrzamy naturę?


Osiwieć można w jedną noc. To nie mit, to nie przesąd, to fakt. Najczęściej taka sytuacja, jest efektem przeżycia ogromnego stresu, traumy. Człowiek kładzie się spać z naturalnym kolorem włosów, a wstaje siwy. 
Można przez noc osiwieć, jednak nie można przez noc wyłysieć.
Utrata włosów jest procesem, najczęściej przebiegającym według określonych schematów. U mężczyzn zaczyna się od ogólnego przerzedzania włosów na całej objętości, następnie tworzą się tzw zakola, później tracimy włosy na szczycie głowy.
Wszystkie etapy utraty włosów u mężczyzn ilustruje tzw skala  Norwooda-Hamiltona.
U kobiet, które cierpią z powodu wypadania włosów, występuje nieco inny schemat łysienia. Włosy zaczynają się przerzedzać od środka głowy w kierunku skroni. Najlepiej model łysienia u kobiet ilustruje przedstawiona tzw. skala Ludwig'a. Istnieją również przypadki gdy włosy wypadają kobietom według innego wzoru, a czasami zdarza się nawet, że jest to wzór typowy dla mężczyzn.. 


Łysienie jest procesem rozłożonym w czasie, łysiejąc tracimy ok 5% włosów rocznie.
I ten fakt stanowi wyzwanie dla linergisty, który wykonuje zabieg mikropigmantacji, nie na całej powierzchni głowy, tylko na tej części głowy, która pozbawiona jest włosów. 
Mikropigmentacja nie powoduje wyhamowania procesu łysienia. Mikropigmantacja, w przypadku przerzedzonych włosów, zacieniowuje skórę prześwitująca między włosami. Natomiast w przypadku utraty włosów na całej powierzchni głowy, bądź na jej części imituje krótko ścięty włos, tam gdzie tak naprawdę go nie ma.
W przypadku kiedy zabiegowi mikropigmentacji, podlega tylko część powierzchni głowy, np zakola lub obszar pozbawiony włosów na szczycie głowy, wykonując zabieg musimy wziąć pod uwagę fakt, że wypadanie włosów będzie postępować. Nie możemy poddać zabiegowi tylko powierzchnię, która pozbawiona jest włosów w dniu wykonywania zabiegu. 
Proszę sobie wyobrazić na jaki dyskomfort narazilibyśmy naszego pacjenta, wykonując imitację włosów dokładnie w miejscu ich braku, a po kilku miesiącach, obszar pozbawiony włosów poszerzył by się? Pacjent na szczycie głowy miał by "kółko" włosów, stworzonych przez linergistę, dalej obręcz pozbawioną włosów, a dalej włos naturalny.....  Mój syn powiedziałby "jakoś słabo to wyszło" ;) ;)
Jak radzimy sobie z tym problemem?
Wykonujemy mikropigmentację z "zapasem", niejako przechytrzając naturę. Oprócz wykonania imitacji włosa tam gdzie go faktycznie nie ma, wchodzimy kropkami, tam gdzie włosy jeszcze rosną. Jak mocno, z jakim zagęszczeniem, zależy indywidualnie od sytuacji naszego klienta. Najczęściej jest to margines ok 1,5-2 cm, łagodnie cieniujemy, przechodzimy z gęsto stawianej kropki, do coraz rzadszej, aby efekt był w 100% naturalny. Tym, nieskomplikowanym zabiegiem,  pozbawiamy naszego pacjenta i siebie samych stresu związanego z efektem dalszego łysienia.
Do naszych pacjentów należy podjęcie decyzji o przystąpieniu do zabiegu mikropigmentacji i o ścięciu włosów na bardzo krótko.
Pozostałymi aspektami, zajmujemy się my, począwszy od oceny skali problemu, poprzez pomoc w wyborze kształtu fryzury, wykonaniu zabiegu i przewidzeniu jak zachowają się włosy w najbliższej przyszłości :)
Jednak decyzję o zmianie każdy podejmuje sam :D

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza