wtorek, 29 sierpnia 2017

Kiedy Pacjentem ma być dziecko.....



Słowo się rzekło. Obiecałam, publicznie na FB, że po skończonych konsultacjach, napiszę o ograniczeniach wiekowych jakimi obwarowana jest procedura mikropigmentacji i słowa dotrzymuję :)
Czy istnieją jakieś ograniczenia wiekowe, aby poddać się zabiegowi mikropigmentacji?
Nie, nie istnieją.
Zabieg mikropigmentacji można przeprowadzić w każdym wieku.
Najmniej wątpliwości i pytań, budzi decyzja o poddaniu się zabiegowi, u ludzi dorosłych, dojrzałych w  sile wieku. Decyzja jest społecznie akceptowalna, szczególnie kiedy otoczenie widzi efekty jaki przyniósł zabieg. 
Trudniej bywa, kiedy na zabieg decydują się ludzie starsi. Padają pytania po co i dlaczego? 
Przyznam szczerze, że osobiście nie rozumiem takich komentarzy. Kto i jaką wyznaczył granicę dbania o siebie, o swój komfort, o dobre samopoczucie?
Najczęściej bywa tak, że uwagi milkną, kiedy pacjent jest po zabiegu. Wygląd jest naturalny, zadbany, odmłodzony. Dobrze mieć swoje zdanie i nie przejmować się opinią innych, ponieważ zawsze znajdzie się ktoś kto będzie podziwiał ( za odwagę, determinację, zdecydowanie) i ktoś kto skrytykuje (najczęściej z lęku przed nieznanym, nowym, niepowszechnym rozwiązaniem).
Jednak problem pojawia się w momencie, kiedy decyzję  o zbiegu mikropigmentacji zaczynają rozważać rodzice dziecka. 
Dziecko dotknięte problemem łysienia, zazwyczaj boryka się z problemem łysienia  plackowatego lub miejsc, które pozostały bez włosów w wyniku odniesionych obrażeń i pozostałych po nich blizn. W przypadku łysienia plackowatego bardzo trudno dociec przyczyny takiego stanu rzeczy. Nikogo nie dziwi fakt, że kilku czy kilkunastoletnie dziecko, dotknięte łysieniem plackowatym zaczyna zamykać się w sobie, zaczyna mieć problemy społeczne. Dzieci zauważają odmienność w wyglądzie i bardzo różnie na ten fakt reagują. Piszę tu zarówno o dzieciach dotkniętych problemem, jak i o ich kolegach.
Jednak w obu przypadkach naprawdę rozważamy zabieg mikropigmentacji jako ostateczność. 
Dlaczego? Czyżbym się obawiała odpowiedzialności?
Nie, wręcz przeciwnie.
Odradzam zabieg mikropigmentacji u dzieci, ponieważ biorę pełną odpowiedzialność, za swoją pracę i podejmowane w niej decyzje.
Sama jestem mamą i wiem, jak różnie zachowują się dzieci, jak różnie reagują w sytuacjach niecodziennych.
Każdy ma inny próg bólu, dziecko także. Dorosły jest w stanie przysłowiowo "zacisnąć zęby" i dla własnego bezpieczeństwa nie ruszać się przy zabiegu. Dziecko, jest dzieckiem, nigdy nie wiadomo jak zareaguje na widok igły i nakłucia igłą, nawet delikatną, nawet cieniutką w głowę przez dłuższy okres czasu.

Jeżeli zabieg mikropigmentacji jest rozważany z powodu blizny, sugeruję poczekanie do momentu kiedy mały pacjent przestanie rosnąć. Rośnie dziecko...a blizna wraz z nim .... Kamuflowanie blizny, która się powiększa, może nie być tak skuteczne, jakbyśmy sobie tego życzyli.
Znam jeden przypadek (choć, zaznaczam, że nie był to Mały Pacjent mojej kliniki), że rodzice, po konsultacjach, przemyśleniach i długo podejmowanej decyzji, zgodzili się na mikropigmentację skóry głowy, która miała zakamuflować skutki łysienia plackowatego u ich dziecka.
Zabieg odbył się w obecności anestezjologa, który znieczulił Małego Pacjenta. Cała procedura przebiegła według założonego scenariusza, zgodnie z panem.
Jednak....skoro o tym piszę jakaś niespodzianka musiała się wydarzyć....Tak, zdarzyła się.... Najlepsza z możliwych. Dziecko, które nie radziło sobie emocjonalnie z łysieniem plackowatym, po zabiegu mikropigmentacji, na tyle wyciszyło emocje, wyeliminowało stres, zapomniało o problemie, że...włosy po pewnym czasie zaczęły odrastać.
Zapewne ilu czytających tyle teorii na temat przyczyny rozwoju wydarzeń.Jednak tak, naprawdę czy to ważne...? Najważniejsze, że Młody Człowiek, znowu poczuł się komfortowo i bezpiecznie
Życzę sobie i wszystkim moim Pacjentom takich Happy Endów ;) 
Dobranoc :D

czwartek, 24 sierpnia 2017

Jak ściąć włosy na krótko i inne męskie problemy ;)


Podczas konsultacji, w naszej Klinice często słyszę stwierdzenie:
"Mężczyźni mają łatwiej. Wypadają im włosy, golą głowę i po problemie"
Rozmawiając z mężczyznami wiemy, że "po problemie" wcale nie jest takie oczywiste.
Fakt, kobiety bardzo rzadko decydują się na maksymalne skrócenie włosów, jednak również mężczyznom podjęcie tej decyzji przychodzi z dużym trudem.
Z jednej strony mężczyźni mogą zastosować najprostsze, choć wcale niełatwe rozwiązanie skrócenia włosów, z drugiej strony panom jest trudniej....bo nie  potrafią o swoim problemie rozmawiać. 
Czy ktoś kiedyś słyszał, żeby mężczyzna rozmawiał, radził się, konsultował z kumplem problem swoich zakoli, swojej "łysiny"?
Żarty, dowcipy, powiedzonka typu "dobrze się trzymam, ani jednego siwego włosa na mojej głowie nie znajdziesz" lub " na mądrej głowie włos się nie trzyma" słyszymy wielokrotnie. Takie stwierdzenia mają pokazać dystans do samego siebie, lepiej zażartować z siebie samego, niż czekać aż zrobią to inni. 
Jednak, to co pomaga kobietom -rozmowa, szukanie rozwiązań, dopytywanie tych, którzy problem mieli, a zauważamy, że znaleźli rozwiązanie- u mężczyzn nie zdaje egzaminu.
Niejednokrotnie zdarza się, że na pierwszą wizytę w naszej Klinice umawiają swoich partnerów kobiety.
Dlaczego? 
Myślę, że panowie- choć może trudno im się przyznać- potrzebuję akceptacji ze strony swoich partnerek, zarówno faktu, że ich włos nie jest bujną czupryną, jak i akceptacji tego, że chcieliby odmienić swoją sytuację, rozwiązać problem.
Uwierzcie Panowie - Wasze partnerki, naprawdę wolą zadbanego, krótko ściętego mężczyznę niż kamuflaż typu "zaczeska" - przeczesywanie włosów z tył głowy na przód lub z jednego boku na drugi. 
Noszenie czapki może nadać naszemu stylowi, nowy wymiar, być nieodłącznym elementem stylizacji, ale przyznajcie samie, nie wszędzie, nie zawsze, nie do wszystkiego czapka się komponuje :)
Drogie Panie- Wasi mężczyźni nie potrzebują długich rozmów, czasami wystarczy usiąść przed komputerem, otworzyć naszą stronę i po prostu stwierdzić:
"Zobacz, ciekawe rozwiązanie". 
Wasza akceptacja nowatorskiego rozwiązania, może zdziałać cuda ;)
W przypadku utraty części włosów, najtrafniejszym rozwiązaniem jest ścięcie włosów na krótko. 
Panowie, często się tego obawiają.
Dlaczego? Najczęściej dlatego, żeby nie wzbudzić zainteresowania otoczenia, żeby nie wywołać pytań. 
Wakacje to dobry czas na skrócenie włosów. 

Jak to zrobić?
Tak jak czujecie.
Ja lubię załatwiać sprawy "raz a dobrze", więc proponuję jednorazowe krótkie cięcie. Czasami otoczenie nawet nie zauważy, że zmiana ma coś wspólnego z fryzurą- bo wakacje, bo jesteśmy opaleni, bo wypoczęci po urlopie, bo krótkie włosy sprzyjają wysokim temperaturom  ;)
Jeżeli wolisz mniej radykalne rozwiązania, możesz ścinać włosy stopniowo, będziesz przyzwyczajał siebie i innych do nowej fryzury. 
Tak, czy inaczej, jak już zdecydujesz ściąć włosy na maksymalnie krótko, podjęcie decyzji o mikropigmentacji to już ostatni, prosty krok.
Efekt? Czujesz się pewniej, czujesz się młodziej, zastanawiasz się, dlaczego się tak długo wahałeś ;)
Panowie - ODWAGI
Panie- wspierajcie swoich mężczyzn :)

niedziela, 20 sierpnia 2017

Kto ma łatwiej czyli jak kobiety szukają rozwiązań?


Wakacje trwają. Opanowałam do perfekcji sztukę godzenia pracy i wypoczynku z synkiem  :)  Nie jest łatwo efektywnie wypoczywać, tak planując relaks, żeby nie zaniedbać pacjentów. Jednak przy dobrej organizacji, wsparciu i dobrej woli bliskich wszystko można pogodzić :)
W piątek na FB, na profilu Kliniki Zawadzka Mikropigmentacja, na który serdecznie zapraszam:
wspominałam, o przekonaniach naszych klientek, że z problemem nadmiernego wypadania włosów łatwiej radzą sobie mężczyźni.
W opinii pań, mężczyzna, który traci włosy, zaczyna mieć rzucające się w oczy zakola lub coraz wyraźniej widoczny czepiec głęboki na szczycie głowy, może po prostu ściąć włosy maszynką na tzw "zero" i po kłopocie.
Panie teoretycznie też mogą tak zrobić. Jednak dzieje się tak naprawdę rzadko. Na tak odważny krok i przykuwający uwagę, ekstrawagancki image decydują się nieliczne kobiety, Trudno się dziwić, Włosy są atrybutem kobiecości, dodają kobiecie uroku, podkreślają jej piękno.
Wypadające, mocno przerzedzone włosy są powodem narastających kompleksów, dyskomfortu, obniżonej samooceny, braku pewności siebie, zwracają uwagę otoczenia. Naprawdę nieliczne panie w tej sytuacji są na tyle silne by  zwracać na siebie uwagę i wzbudzać zainteresowanie innych ścięciem włosów na maksymalnie krótko.
W tym aspekcie, rzeczywiście, przynajmniej teoretycznie panowie mają łatwiej.
Rozmawiając z klientkami i klientami, podczas konsultacji i podczas zabiegów, ocena komu jest lżej uporać się z wypadaniem włosów nie jest już taka jednoznaczna.
Panie nie zetną się "na zero", jednak zupełnie inaczej radzą sobie ze swoimi problemami. 
Przede wszystkim kobiety rozmawiają o swoich problemach.
Słyszałam kiedyś dowcip, że kobieta rozmawia dwie godziny z przyjaciółką przez telefon, żeby się umówić na kawę, żeby sobie przy tej kawie pogadać .... I jak w każdym dowcipie, jest w tym szczypta prawdy.
Jednak, właśnie nasze skłonności do mówienia, omawiania, radzenia się, słuchania opinii innych sprawiają, że lepiej radzimy sobie w niektórych sytuacjach lepiej niż mężczyźni.
Samo powiedzenie głośno o tym, że: "mam problem", sprawia, że kobiecie jest zwyczajnie i po ludzku  "lżej". Problem nie wydaje się taki straszny, nie znika, sam się nie rozwiązuje, ale choć chwilowo mniej uwiera.
Poza tym rozmawiając z ludźmi, dajemy sobie szansę na poszukanie konstruktywnego rozwiązania naszego kłopotu. Oczywiście nie namawiam nikogo do stosowania każdej nowinki i stosowania wszystkich cudownych środków, o których usłyszała koleżanka od koleżanki koleżanki.
Jednak warto informacje sprawdzić, zainteresować się, poczytać czy to opinie innych czy artykuły bądź literaturę fachową.
Mówiąc głośno o swoim problemie dajemy innym szansę, by mogli nam pomóc. Trudno by osoby postronne, zauważając nasz problem przerzedzonych włosów, podzieliły się z nami informacją o dobrym specjaliście lub nowatorskiej metodzie. Zapewne uznalibyśmy takich ludzi za niedelikatnych. 


To dzięki rozmowie, którą zainicjowały i poszukiwaniu nowych, niekonwencjonalnych rozwiązań wiele pacjentek trafiło do naszej kliniki. Czasem po prostu zapytały kogoś znajomego, co robił, że włosy, jakiś czas temy były mocno przerzedzone, a teraz odżyły. Kobiety nie mają problemu by w aptece zapytać się farmaceuty o dobre środki czy kosmetyki do pielęgnacji włosów. 
Każdy medal ma dwie strony. Mężczyźni mogą zgolić głowę i wygląda to naturalnie, kobiety mają większą, naturalną otwartość na ludzi, kobietom łatwiej podzielić się z drugim człowiekiem swoim problemem.
Dzięki takim rozmowom trafiają czy to na naszą stronę internetową, czy na nasz profil na FB czy też bezpośrednio do nas.
Kobiety szukając rady, znajdują informację min o naszej klinice. 
Niejedna z pań jest już po zabiegu optycznego zagęszczania włosów, własnie dzięki temu, że od narzeczonej kolegi, który korzystał z naszej oferty dowiedziała się o naszej klinice
Dlaczego od narzeczonej kolegi, a nie od kolegi? Ponieważ kolega niechętnie mówi o mikropigmnaacji, a my to rozumiemy, szanujemy i zapewniamy dyskrecję :)
Pamiętacie Panią Anię?

Pani Ania dzięki poszukiwania rozwiązania odwróciła, nieodwracalne zmiany.

A Ty?
Szukasz?
Być może właśnie znalazłeś.
Zadzwoń, umów się na konsultację. Przekonaj się
O mężczyznach napiszę wkrótce!
Pozdrawiam
Małgosia Zawadzka 

piątek, 28 lipca 2017

Co decyduje o kolorze, grubości i rozmieszczeniu pigmentowanych włosów?



Mikropigmentacja zwana jest metodą tysiąca kropek. Kropek, które stawiane jedna obok drugiej perfekcyjnie imitują naturalne włosy.
Metoda mikropigmentacji to odpowiedź na problemy związane zarówno z łysieniem, jak i przerzedzeniem włosów.
Linergista punkt po punkcie sterylną, jednorazową, stosowaną do akupunktury igłą wprowadza pod wierzchnie warstwy naskórka pigment.

W ten sposób powstaje kropka, która imituje krótko ścięty włos, a co najważniejsze niczym się od niego nie różni. Przepraszam, różnica polega na tym, że naturalny włos rośnie i trzeba, dbać o jego odpowiednią długość, goląc głowę. Przy włosie powstałym w wyniku mikropigmentacji nie trzeba robić nic. :)
Przed zabiegiem mikropigmentacji, golimy głowę. Naturalne, krótko ścięte włosy, wyglądają teraz jak szara kropka. Niezależnie od naturalnego koloru włosa, kropki, pozostałe po ściętym włosie mają różne odcienie, ale zawsze są szare.
Odcień pigmentu dobieramy do koloru naturalnych włosów. Niezależnie od karnacji pacjenta, skóra na głowie jest jasna, dlatego kolor pigmentowanych włosów dostosowujemy do włosów naturalnych. Zdarza się, że nasi klienci poddają mikropigmentacji całą głowę, ponieważ problemem nie są tylko zbyt mocno zaznaczone zakola, czy pozbawiony włosów czepiec głęboki. W takiej sytuacji, mogą sobie pozwolić, na swoisty "koncert życzeń" i zdecydować się na dużo ciemniejszy, bądź jaśniejszy kolor włosów, niż miały ich włosy naturalne. Dlaczego? Ponieważ nie musimy dostosowywać pigmentu do koloru włosów, które nadal rosną. Naturalnych włosów nie ma i to pacjent decyduje, jaki kolor chce obecnie nosić na głowie ;)
Kolory pigmentu to różne odcienie szarości. Tak, jak różne odcienie szarości, ma punkt po krótko ściętym włosie.
Używamy pięć odcieni, począwszy od nr "1"- koloru najjaśniejszego, dla ludzi o jasnych włosach, aż na numerze "5" kończąc. Pigment oznaczony symbolem "5" jest najciemniejszym używanym przez nas odcieniem i doskonale harmonizuje z kolorem włosów, osób, które są właścicielami bardzo ciemnych włosów.

Pigment używany do mikropigmentacji nigdy nie jest czarny. Dlaczego? Czarny pigment mógłby, z upływem czasu, mienić się niebieskawą poświatą. Jaśniejąc,  wraz łuszczącym się naskórkiem, mógłby zamieniać kolor  na barwę zbliżoną do koloru atramentu, podobnie jak to się dzieje z tatuażami. 
Wiemy, że zabieg mikropigmentacji, nie jest zabiegiem jednorazowym. Po 18-stu miesiącach, zapraszamy na ponowną wizytę do naszej kliniki, celem odświeżenia efektu mikropigmentacji. Ma to swoje dobre strony. Choćby patrząc, przez pryzmat koloru pigmentowanych włosów. Wraz z wiekiem, nasze naturalne włosy zaczynają siwieć, ich barwa z kruczoczarnych, powoli przemienia się w gołębio-siwy. W takim przypadku, po półtora roku, dopasowujemy jaśniejszy pigment, niż podczas pierwszej wizyty.
Odpowiedni odcień kreowanych włosów otrzymujemy dobierając odcień pigmentu.
Natomiast gęstość i grubość stawianych kropek, uzależniona jest od rozmieszczenia i grubości naturalnych włosów. Dlatego, nigdy nie stosujemy rollera. Grubość włosa regulujemy grubością igły używanej przy zabiegu (często różne grubości stosujemy, na różnych obszarach głowy), a rozstawienie kropek dostosowujemy do naturalnego rozmieszczenia włosów.
A co się dzieje, kiedy na zabieg mikropigmentacji przychodzi osoba o włosach bardzo jasnych, blond, siwych lub rudych?
O tym wszystkim opowiem już wkrótce. 
Zapraszam do odwiedzin na moim blogu (można kliknąć okienko "obserwuj") oraz śledzenia naszej strony na FB:
www.facebook.com/klinikamikropigmentacji/

poniedziałek, 24 lipca 2017

Drugie i trzecie spotkanie. Korygujemy i dopracowujemy szczegóły


Pierwszy zabiegł, po kilku godzinach,dobiegł - wreszcie! - do końca. Pacjent wyszedł, mniej lub bardziej zaniepokojony odcieniem kropek na swojej głowie. Paradoksalnie,  im klient zaniepokojony bardziej, tym my jesteśmy spokojniejsi ;)
Mija miesiąc. Zgodnie z naszymi zapewnieniami, kolor pigmentu jaśnieje o jakieś 30-40%, czyli dość znacząco, nadchodzi termin kolejnego zabiegu i.... 
Pacjent, który przychodzi do nas drugi raz, jest już pewniejszy siebie, wie czego może się spodziewać podczas zabiegu, odczuwa zdecydowanie mniejszy stres.
Przez miesiąc, zdążył przywyknąć do nowego wizerunku, do tego, że wygląda młodziej, czuje się pewniej. Otoczenie zauważyło zmiany, nie koniecznie utożsamiając je ze zmianą fryzury naszego klienta. Najczęściej  po prostu "coś jest inaczej", "młodziej", "zmieniłeś styl?"...
Podczas drugiego zabiegu zagęszczamy "włosy", które powstały podczas pierwszej sesji. To doskonały moment na różnego rodzaju korekty. Jeżeli kolor pigmentu, po wyjaśnieniu i osiągnięciu barwy docelowej wydaje się zbyt jasny, dobieramy pigment ciemniejszy, wprowadzając go pomiędzy istniejące już włosy. Zagęszczając całą głowę, w efekcie otrzymujemy mocniejsze przyciemnienie, dlatego podczas trzeciego zabiegu nie przyciemniamy po raz kolejny. Nie wyglądałoby to naturalnie, a na tym nam zależy najbardziej. Poza tym, podczas dwóch spotkań, kiedy już wiemy dokładnie czego oczekuje pacjent, jak zachowuje się skóra, jak jaśnieje pigment, dobieramy  idealny odcień barwnika.
Podczas drugiej sesji możliwa jest korekta linii frontalnej. Zdarza się, że klienci , w obawie przed radykalnymi zmianami, proszą o możliwie najjaśniejszy pigment i wysoko zaznaczoną linię frontalną. Wracając do nas po miesiącu, zazwyczaj proszą "ciemniej" i "mocniej" ;) ;) ;), a wtedy gryzę się w język, żeby nie powiedzieć "a nie mówiłam" ;). Zdarza się, że klienci, chcą mieć nieco inny kształt fryzury, nie tylko mniej zaznaczone zakola, ale łagodniejszą linię, bardziej prostą czy lekko zaokrągloną, nie "szpiczastą". 
Podczas drugiej sesji, bardzo często ból czy dyskomfort jest mniej odczuwalny, niż podczas pierwszego zabiegu. Być może mniejszy poziom stresu ma wpływ na odczuwalność dyskomfortu. O bólu, który nie podlega żadnym regułom, pisałam już na tym blogu:

Trzecia sesja, najczęściej ma charakter kosmetyczny, dopracowania szczegółów, zadbania o idealny, naturalny efekt nowego wizerunku. Nasz linergista, który przygodę z mikropigmentacją, rozpoczął od doświadczenia całej procedury na własnej głowie, mówi, że trzeci zabieg to "czysta przyjemność, zarówno dla linergisty jak i dla pacjenta" 
Dla pacjenta, bo trzecia sesja nie jest już tak nużąca, jak dwie poprzednie. Kształt fryzury jest już wyznaczony, kolor pigmentu dobrany, nie ma stresu związanego z nowym wyglądem, reakcją bliskich, reakcją otoczenia. 
Dla linergisty, bo to koniec, który wieńczy dzieło, to dopieszczanie szczegółu, stawianie przysłowiowej "kropki nad i". 
Taką drogę przechodzi pacjent, podejmując decyzję, która niewątpliwie podniesie jakość życia :)
A my?
My cieszymy się, kiedy na drugi dzień, a czasem po miesiącu otrzymujemy sms-a: "Dziękuję. Nie wiem, co by było gdybym pani nie spotkał"
Dobrze jest robić coś dobrze :D

piątek, 21 lipca 2017

Jeden zabieg, trzy sesje, natychmiastowy efekt.


Dlaczego konieczne są aż trzy sesje, by mikropigmentacja dała zadowalający efekt?
Dlaczego nie możemy się zmobilizować i metodą tysiąca kropek wyczarować fryzurę podczas jednego spotkania?
Dlaczego zabieg trwa tak długo?
Odpowiedź jest prosta. Trzy sesje są potrzebne, aby:
- efekt był w 100% naturalny
- pacjent po zaprzyjaźnieniu się ze swoim wizerunkiem, mógł zdecydować się na ciemniejszy pigment lub korektę kształtu linii frontalnej
- nasi klienci byli usatysfakcjonowani, a pełna satysfakcja wymaga precyzji, której podczas jednego spotkania nie można uzyskać.

Podczas konsultacji, omawiamy całość procedury, rozmawiamy o oczekiwaniach pacjenta, ustalany terminy poszczególnych sesji.
O tym dlaczego ważne jest by między zabiegamy był czas na miesięczną przerwę pisałam już na blogu tutaj:


A teraz czas na wyjaśnienie, co wydarza się podczas trzech kolejnych sesji,które stanowią całość procesu mikropigmentacji
Etap pierwszy, chyba najważniejszy. Towarzyszy mu największy stres ze strony pacjenta, stres przed nowym i nieznanym. Podczas tego spotkania wyznaczamy linię frontalną, podejmujemy decyzję, czy zakola mają być mniej czy bardziej zaokrąglone, głębiej czy słabiej zaznaczone. 
Dobieramy kolor pigmentu. Odcień barwnika jest zdeterminowany kolorem naturalnych włosów, które współgrają z naturalną karnacją, typem urody pacjenta. Na poniższym zdjęciu, widzimy głowę przed zabiegiem, podczas wyznaczania linii frontalnej i miesiąc po pierwszym zabiegu, kiedy pigment już wyjaśniał.

Podczas pierwszego zabiegu, procesowi  mikropigmentacji podlega cała głowa, pacjent po zakończonej sesji może normalnie funkcjonować, efekt jest w 100% naturalny. 
Tysiącem kropek, z pomocą cieniutkiej igły,kreujemy na głowie pacjenta,  nowy wizerunek. Precyzja i dokładność wymaga czasu. Właśnie dlatego zabieg trwa nawet 5-6 godzin.
Za każdym razem informujemy naszych klientów, że kolor pigmentu wyjaśnienie aż o 30-40% w stosunku do tego co widzimy bezpośrednio po zabiegu. 
Inaczej mówiąc, jeżeli Twoją pierwszą reakcją jest stwierdzenie:
 -"Oszzzz...czy nie za ciemno?" - to bardzo dobrze!
Bardziej niepokoi nas kiedy, bezpośrednio po zabiegu klient jest zadowolony z odcienia nowo powstałych włosów. Oznacza to, że podczas drugiego spotkania będzie czas na korektę. 
O tym co, można poprawić, jakie decyzje na tym etapie można jeszcze zmienić, napiszę następnym razem. 
Do usłyszenia jeszcze w tym tygodniu! :) 

środa, 12 lipca 2017

Daj czasowi czas, czyli dlaczego nie warto przyspieszać naturalnych procesów.


Mikropigmentacja - kreacja krótko ściętych włosów za pomocą metody "tysiąca kropek". Optycznie zagęszczone włosy, czy zatuszowane zakola, wizualnie odmładzają, pozwalają odzyskać pewność siebie, przywracają energię i witalność. Zabieg mikropigmentacji obejmuje trzy sesje. Trzy zabiegi, podczas których, w zależności od indywidualnych potrzeb, rekonstruowana jest linia włosów, wypełniane są obszary łysiejące lub zagęszczane obszary o przerzedzonym owłosieniu, kamuflowane są wszelkie przebarwienia czy blizny. Efekt końcowy jest spektakularny i w 100% naturalny. Zabiegi wchodzące w skład procesu mikropigmentacji, dla uzyskania perfekcyjnego efektu, wykonywane są odstępach miesięcznych. Właśnie dlatego, zaplanowanie procesu mikropigmentacji to swego rodzaju, logistyczna łamigłówka. Na każdy zabieg musimy zarezerwować kilka godzin. Data konsultacji zazwyczaj nie stanowi problemu. Wyzwanie stanowi ustalenie terminów zabiegów. Po pierwsze klient musi mieć czas. Po drugie musimy znaleźć wolny termin. Po trzecie poszukujemy od razu trzech dat w kalendarzu, żeby zabiegi odbywały się periodycznie. Miesięczny okres jaki musi upłynąć pomiędzy kolejnymi zabiegami nie jest przypadkowy.Krótsza przerwa jest niewskazana, ze względu na czas, potrzebny na regenerację naskórka. Komórki potrzebują 26-28 dni, aby przejść cały cykl przemiany. Po czterech tygodniach, naskórek jest równomiernie złuszczony i możemy przeprowadzać kolejny zabieg mikropigmentacji. Krótsza przerwa pomiędzy kolejnymi sesjami stwarza ryzyko wprowadzenia pigmentu w to samo miejsce, w ten sposób zamiast imitacji krótko ściętego włosa, możemy wykreować plamę pigmentu. Po upływie kilku czy kilkunastu dni, nie wiemy jeszcze jak pigment będzie jaśniał, jak będzie układał się na skórze, jak zostanie przyjęty. 


Mikrotkanki na skórze, po zabiegu mikropigmentacji muszą mieć czas na regenerację. Musimy dać im czas na pełny proces odnowy naskórka, a ten trwa właśnie cztery tygodnie. Zbyt długi upływ czasu pomiędzy zabiegami, również nie jest wskazany, aby różnica w odcieniu pigmentu nie była zauważalna.Przyspieszanie procesu mikropigmentacji, skracanie okresu między zabiegami, nie ma najmniejszego sensu, ani uzasadnienia, zarówno od strony medycznej jak i estetycznej. Już po pierwszym zabiegu efekt jest widoczny, a pacjent wychodzi z kliniki z nową fryzurą. Efekt jest naturalny. Wizualnie, włosy, które są stworzone podczas zabiegu, nie budzą "podejrzeń" otoczenia. Wyglądają po prostu jak bardzo krótko ścięte. Twój kalendarz jest dość mocno wypełniony? - nie zwlekaj, im wcześniej zaczniemy planować, tym łatwiej znajdziemy wolne, dogodne dla wszystkich terminy zabiegów. Inwestując swój czas, podejmując tak ważną decyzję, decydując się na spektakularne zmiany, nie warto się spieszyć. Jeżeli chcemy, aby efekt był trwały, estetycznie perfekcyjny i naturalny pozwól czasowi działać na Twoją korzyść. Naturalny procesów nie można, ani nie warto przyspieszać.A my to szanujemy!