piątek, 31 marca 2017

Po co wybierać namiastkę, kiedy możesz dokonać prawdziwej zmiany, ?



Lubię współpracować z ludźmi, między innymi dlatego, że nigdy nie jest nudno :)
Ile pacjentów, tyle historii, charakterów, temperamentów. Wśród Klientów odwiedzających Klinikę są ludzie, którzy przychodzą, po pierwszej rozmowie, nabierają zaufania i restrykcyjnie stosują się do naszych zaleceń.
Niektórzy, są bardzo dociekliwi, dopytują, doprecyzowują, dociekają, chcą znać różne możliwe scenariusze, co będzie się działo "przed", co "w trakcie" a co może wydarzyć się "po" kolejnych sesjach zabiegu.
My cierpliwie tłumaczymy, wyjaśniamy, rysujemy linie frontalne w różnorakich wariantach. Ostatecznie pacjent dowiaduje się wszystkiego, my wiemy co robić, a klient wie, że wiem i jest spokojny.
Najtrudniej jest w sytuacji, kiedy my wiemy, co robić, pacjent rozumie, zgadza się i ... działa według swojego scenariusza.
Bardzo często taki bieg zdarzeń i wydarzeń, ma miejsce w przypadku ustalania długości włosów. My wiemy swoje, pacjent wie swoje i jak się później okazuje....pigment działa swoje, a mnie aż korci, żeby powiedzieć "a nie mówiłam" ;) 
Wydawałoby się, że skoro mikropigmentację stosujemy na włosach długich i na włosach bardzo krótko ściętych, oznacza to, że możemy ją stosować na każdej długości włosów.
Oczywiście możemy.... ale do wszystkiego co robię podchodzę z odpowiedzialnością i profesjonalizmem. Dlatego wiem, że nie zawsze można osiągnąć najbardziej satysfakcjonujące i trwałe efekty.
Kiedy na zabieg mikropigmentacji decydują się osoby, o przerzedzonych, dłuższych włosach, dokonujemy zabiegu zacieniania skóry głowy.

Pigment jest wprowadzany igłą pod wierzchnią warstwę naskórka. Do skóry głowy docieramy po prostu odgarniając włosy, nie mamy problemu z precyzyjnym nakłuciem, wprowadzeniem pigmentu. W ten sposób osiągamy zamierzony efekt- pod przerzedzonymi włosami nie prześwituje skóra głowy.
Kiedy dokonujemy zabiegu mikropigmentacji całej głowy, bądź tej części, gdzie włosy zupełnie wypadły- najczęściej są to zakola bądź czepiec głęboki, wtedy tysiące kropek niejako rysowane przez linergistę mają za zadanie imitować krótko ścięty włos. W takim przypadku, nie ma trudności z wyznaczeniem miejsc gdzie wprowadzamy pigment. Mamy bezproblemowe dojście do powierzchni skóry, metodą "tysiąca kropek" tworzymy trójwymiarową imitację włosa.
Najtrudniej jest kiedy pacjent kwalifikuje się do mikropigmentacji części głowy, ale nie chce ściąć włosów, które posiada na bardzo krótko. Pisząc "najtrudniej" oczywiście nie miałam na myśli wygody linergisty.

Kiedy włosy klienta mają ok 3-4 mm długości, wprowadzając cienką igłą pigment, z jednej strony nie możemy ich odgarnąć, żeby nie przeszkadzały, z drugiej jest ich na tyle dużo i są na tyle długie, że uniemożliwiają dojście do pigmentowanej powierzchni. Efekt tej nierównej walki jest taki, że podczas zabiegu  włos dosłownie wchodzi nam w środek igły (igły stosowane podczas zabiegów mikropigmentacji mają przekrój cieniutkiej rurki). Na włosach osadza się pigment, co daje wrażenie, że skóra głowy została zapigmnetowana. Pigment, który osadził się na włosach, wypłukuje się i finalnie nie osiągamy tak spektakularnego rezultatu, jaki moglibyśmy osiągnąć.
W sytuacji kiedy czeka nas zabieg mikropigmentacji, najkorzystniej jest wieczorem, dzień przed zabiegiem zgolić głowę, na drugi dzień, już zaczną pojawiać się "kropki" wyrastających włosów.
























Linergista widzi jak przebiega naturalna linia włosów, jak gęsto są rozmieszczone i może z dużą precyzją i skutecznością stawiać kropki imitujące włosy.
Pacjenci swoją niechęć do bardzo krótko ściętych włosów tłumaczą faktem, że najważniejsze, by nie było widać skóry głowy, powierzchni gdzie nie ma włosów. Rzeczywiście taki efekt możemy osiągnąć.Tylko, dlaczego decydując się na tak ważny krok jakim jest mikropigmentacja skóry głowy chcemy zadowolić się namiastką?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza